Nie wyobrażam sobie jesieni i zimy bez przetworów z czarnego bzu. Znaczną część spiżarni zawsze zajmuje "syrop kwiatowy" bo poza walorami zdrowotnymi jest znakomitym dodatkiem chyba do wszystkich potraw. Tchnie ducha wiosny w herbatę, kiedy będziemy wygrzewać się pod kocem w długie zimowe wieczory, wzbogaci o kwiatowe nuty dresingi do sałat i sałatek, dodany do marynaty odmieni smak pieczonych mięs i ryb, a w deserach wprost na nowo zakwitnie :).
Wariant podstawowy syropu przygotowuje się z rozwiniętych kwiatów czarnego bzu, cytryn, cukru i wody. Idąc o krok dalej można przygotować różne wersje smakowe. Dziś polecam rewelacyjne połączenie z imbirem wzbogacone o nuty limonki. Z uwagi na dużą zawartość pyłków kwiatowych na dnie słoiczków będzie się zbierał osad co jest zjawiskiem naturalnym.
Sami decydujecie ile cukru chcecie dodać. W tym przypadku "syrop" to nazwa potoczna, a otrzymana mikstura to raczej coś pomiędzy naparem, odwarem, maceratem i syropem. Gorący płyn pasteryzowany na sucho (rozlany do słoiczków i wystudzony do góry dnem) bez problemu przechowuje się długie miesiące.
Wariant podstawowy syropu przygotowuje się z rozwiniętych kwiatów czarnego bzu, cytryn, cukru i wody. Idąc o krok dalej można przygotować różne wersje smakowe. Dziś polecam rewelacyjne połączenie z imbirem wzbogacone o nuty limonki. Z uwagi na dużą zawartość pyłków kwiatowych na dnie słoiczków będzie się zbierał osad co jest zjawiskiem naturalnym.
Sami decydujecie ile cukru chcecie dodać. W tym przypadku "syrop" to nazwa potoczna, a otrzymana mikstura to raczej coś pomiędzy naparem, odwarem, maceratem i syropem. Gorący płyn pasteryzowany na sucho (rozlany do słoiczków i wystudzony do góry dnem) bez problemu przechowuje się długie miesiące.
